Dodane przez moderator on December 11, 2014

Czasami bywa tak, że nie idzie. Nie idzie i już. Zespół gra słabo, napastnicy (bądź ktokolwiek) nie strzela, a obrona jest dziurawa jak sito. Kto wtedy najbardziej przejmuje się porażką? Oczywiście bramkarz.

Jest to pewnie spore uproszczenie, bo człowiek człowiekowi nie równy. Są zawodnicy, po których nawet ich własne babole spływają jak po kaczce. Chociaż trudno nie zgodzić się z tym, iż żeby grać w pudle trzeba myśleć nieco inaczej niż zawodnicy z pola. I inaczej niż zawodnicy z pola musimy sobie radzić z presją i porażką. W zasadzie każda wpuszczona bramka jakoś się na nas odbija, nawet w minimalnym stopniu. Chociażby w takim, iż na tablicy wyników widnieje ilość wpuszczonych goli. Trudnością dla niektórych może być fakt, iż tracenie goli jest zupełnie normalne i takie też powinno być w oczach zawodników z pola i trenerów.

Dlaczego o tym mowię? Ano dlatego, iż często bramkarze zbierają cięgi za to, że wpuścili bramki. Smutne jest to, iż po przegranej nie ma niestety konkstruktywnej krytyki, analizy tego kto i gdzie zawinił. Jest tylko rozliczenie z wyniku. Możnaby powiedzieć, że takie zachowanie dotyczy tylko rozgrywek na niższych szczeblach, i że zawodowcy, zawodnicy dojrzali i rozumiejący specyfikę gry w piłkę nożną, powinni wiedzieć na czym to polega. Niestety często tak nie jest. Wystarczy przypomnieć sobie J. Wójcika, który z ławki darł się do swoich asystentów, iż " - nie mamy k* bramkarza! gramy bez bramkarza". Mowa była wtedy o Bartoszu Fabiniaku, w meczu Groclin - Widzew, któremu wtedy faktycznie mecz nie wyszedł, ale który generalnie za czasów swojej świetności uchodził za solidnego i efektownego golkipera. 

Podobnie jest z Victorem Valdesem, który w swojej karierze w Barcelonie średnio dwa razy na rundę wpuszczał babola. Podowodało to, iż nawet niektórzy zagorzali kibice FCB psioczyli na swojego bramkarza. Warto jednak zauważyć, iż sam zawodnik mimo tego walczył, trenował i zdobywał trofea, co poskutkowało tym, iż został najlepszym bramkarzem La Liga w historii. A to, że wpuszcza babole - trudno. Jak widać najlepszym się zdarza. I najlepszym się też je pamięta. Co jednak różni tych topowych od tych średniaków? To, że po porażce potrafią wstać i grać dalej, robią swoje nawet, jeśli spotykają się z nieprzychylnością ze strony włodarzy klubu, kolegów czy kibiców. Po prostu są mentalnymi profesjonalistami i to każdy z nas powinien w sobie wyrobić. 

"Morał jest z tego prosty, chociaż nie każdemu znany, stawaj zawsze pewnie w bramce i rób swoje, a będziesz - lubiany". I nie, nie doceniany, nie szanowany - po prostu lubiany. Może nie zawsze i nie przez wszystkich w drużynie, ale sympatię buduje się poprzez stałość, obecność i niezmienność. Nawet jeśli przytrafi się wypadek przy pracy, to trudno - taka jest piłka. 

 

PS. Zachęcam do lektury biografii VV. Dowiecie się z niej wielu ciekawych kwestii związanych właśnie z radzniem sobie z presją i strachem przed porażką. Link do naszej recenzji znajdziecie tu:  http://bramkarze.pl/article/presja-w-pudle-samotno%C5%9B%C4%87-bramkarza-victor-valdes

Kategorie: