Dodane przez moderator on January 03, 2015

Rafał Gikiewicz po przejściu ze Śląska do Eintrachtu Brunszwik z miejsca został numerem 1 w bramce Lwów. Jego klasę docenił też niemiecki magazyn Kicker. "Giki" teraz zbiera plony ciężkiej pracy.

 

Artur Długosz: Pan w Nowy Rok wchodzi chyba w bardzo dobrym humorze. Magazyn Kicker oceniając dyspozycję wszystkich bramkarzy, którzy występowali jesienią w 2. Bundeslidze, uplasował pana na trzecim miejscu.

Rafał Gikiewicz: To jest statystyka, pod uwagę brane są noty za każde spotkanie. Ciężko trenowałem i każdy musiał zagrać na odpowiednim poziomie, żeby w tej trójce się znaleźć. Jestem w niej najmłodszym bramkarzem. Ogólnie w całej drugiej lidze niemieckiej jest bardzo mało bramkarzy, którzy są obcokrajowcami, więc to na pewno fajne wyróżnienie, chociaż to też pokazuje, że trzeba ciężko pracować. Na pewno trudna runda przede mną, bo teraz będą większe oczekiwania. Będzie się ciężej grało, ale myślę, że sobie poradzę.

Runda dla pana była o tyle bardzo dobra, bo zagrał pan w pełnym wymiarze czasowym we wszystkich 21 oficjalnych pojedynkach Lwów.

- Dokładnie. Zagrałem 21 meczów na 21 możliwych. Były spotkania, że grałem na jakichś środkach przeciwbólowych, bo wiadomo, czasami się jakieś drobne kontuzje przytrafią. Cieszę się, taki był plan, żeby pójść i walczyć. Fajnie, że szybko na mnie postawiono, bo w pięć tygodni musiałem przekonać sztab szkoleniowy, że postawili na nowego bramkarza, który jakby nie rozumie się jeszcze do końca z linią obrony. Wszystko dobrze zaczęło funkcjonować, fajnie się rozumiemy. Mieliśmy bardzo dobrą końcówkę, bo na 11 spotkań tylko jeden mecz przegraliśmy. Na pewno wszyscy są zadowoleni i zimową przerwę w dobrych nastrojach spędzamy.

Kicker napisał o panu: "dynamiczny Gikiewicz prezentował niejednokrotnie niekonwencjonalne zagrania i chętnie uczestniczył w rozpoczynaniu akcji oraz rozgrywaniu piłki z obrońcami". To taki nowoczesny styl gry bramkarza wprowadzony chyba przez Manuela Neuera?

- Tak żartobliwie, to kibice w Brunszwiku mnie nazywają polskim Manuelem Neuerem, choć jeszcze daleko mi do tego. Parę jakby takich asyst drugiego stopnia miałem, lubię wybiegać na przedpole, to zaasekurowałem linię obrony. Defensywa wie, że żyję za nimi, nie jestem na linii, tylko stoję wysoko na 16 metrze. Po każdym meczu przeglądam statystyki, to przeważnie powyżej sześciu kilometrów przebiegam na spotkanie. To ma odzwierciedlenie w tym, że bardzo wysoko stoję na boisku i staram się asekurować linię obrony. Fajnie, że takie rzeczy o mnie piszą, chociaż tak jak powiedziałem, to jest jakby kolejny impuls do ciężkiej pracy. Od 10 stycznia zaczynamy przygotowania. Mam bardzo ważną rundę przed sobą, bo może być ona historyczną, możemy awansować do Bundesligi. Na pewno byłaby to wielka sprawa, chociaż daleka droga jeszcze przed tym i nie ma co ta wybiegać za daleko w przyszłość.

Ta rudna była udana nie tylko dla pana, ale i całego Eintrachtu Brunszwik. Macie całkiem realne szanse na powrót do elity. W klubie jest ciśnienie na to, aby wrócić do Bundesligi? Czy na razie spokojnie się do tego podchodzi?

- Zajmujemy czwarte miejsce, ale drugi i trzeci zespół ma tyle samo puntów, co my. Do lidera tracimy sześć oczek. W drugiej rundzie wszyscy przyjeżdżają do nas, więc gramy z tymi najsilniejszymi zespołami u siebie. W klubie po spadku nie było jakiegoś wielkiego ciśnienia, więc może dlatego to wszystko tak fajnie funkcjonuje, tak step by step. Do każdego meczu podchodzimy indywidualnie, skupiamy się na tym, żeby wygrywać, a wiadomo, że każdy ma w głowie cel. Jeżeli się jest ambitnym zawodnikiem, to ja głośno nie będę tego mówił, ale chcę awansować. Po to się gra, żeby najwyższe lokaty w lidze zajmować. Jeżeli byśmy patrzyli w dół tabeli, to na pewno byśmy byli niżej. Do ambitnych świat należy. Trzeba patrzeć wysoko i mierzyć wysoko.

1/8 finału Pucharu Niemiec to taka dodatkowa nagroda za dobrą rundę?

- Na pewno. 3 marca na Allianz Arena zagrać przy pełnym stadionie z najlepszymi zawodnikami na świecie... Rok temu w marcu, gdy wówczas od stycznia do kwietnia byłem zawodnikiem III ligowych rezerw Śląska Wrocław, nawet tam nie grałem meczu, a teraz w 2015 roku w marcu będę mógł wystąpić w spotkaniu z najlepszymi zawodnikami na świecie, z obecnymi mistrzami świata. To na pewno wisienka na torcie, chociaż wiadomo, że czeka nas ciężki mecz, ale przed rozpoczęciem spotkania jeszcze nikt nie wygrał. Kiedyś trener Michał Probierz mówił, że trzeba wyjść i walczyć. Wszystko w piłce jest możliwe. Polska z Niemcami na Stadionie Narodowym wygrała 2:0, a przed meczem wszyscy skazywali nas na porażkę.

Mówi pan, że rok temu jeszcze był pan w rezerwach Śląska Wrocław, a teraz w perspektywie mecz na Allianz Arena. Spodziewał pan się, że ten 2014 rok będzie dla pana tak udany?

- Nie spodziewałem się, chociaż w rezerwach trenowałem ciężko. Jakby ktoś się zapytał trenerów, jak pracował Gikiewicz w III-ligowych rezerwach, to na pewno powiedzą, że był przykładem dla młodszych chłopaków. Myślę, że sami trenerzy byli zdziwieni, że tak trenowałem, bo wiedziałem, że to będzie okres przejściowy. Dobrze, że tak to się skończyło, jak się skończyło, że od 1 lipca związałem się z klubem 2. Bundesligi niemieckiej i poszło to wszystko w dobrym kierunku. Już na dłuższą metę nie mogłem sobie pozwolić na stratę czasu i siedzenie w rezerwach, bo to nie jest poziom, który mnie zadowala i poziom, na którym chciałbym grać, przeżywać go i funkcjonować codziennie. Teraz jestem na takim poziomie, który mi odpowiada, trenuję z super zawodnikami, jestem w super lidze, mamy świetne boiska. Wszystko mamy pod nosem, tylko trzeba się skupić na trenowaniu i w tym momencie tylko to robię. Oby zdrowie dopisywało, a wtedy na pewno wszystko się ułoży po mojej myśli.

6-krotnie zachował pan czyste konto i łącznie dał się pokonać tylko 20 razy. Z komunikacją z kolegami z defensywy nie ma chyba problemów?

- Czasami krzyczę i przeklinam po polsku, angielsku, i po niemiecku się zdarza. To jest taki miks języków. Mamy Norwega w linii obrony, Portugalczyka, dwóch Niemców. Wiadomo, że jak to wszystko załapało, to rozumiemy się bez słów. Wiedzą, w jakich momentach wyjdę, w jakich nie wyjdę. Uczę się języka, mam nauczycielkę. To też nie jest tak, że naukę języka na drugi plan dałem. Wiadomo jednak, że wszystkiego od podstaw trzeba się nauczyć, więc to trochę czasu zajmie. Postanowiłem sobie, żeby między dwanaście, a piętnaście razy zachować czyste konto, więc jeszcze wszystko przede mną. Druga runda przede mną i chciałbym nie dać się pokonać jak najwięcej razy. Na koniec i tak jednak liczy się miejsce w tabeli, więc jak trzeba będzie, to te czyste konta oddam za awans do Bundesligi, bo najważniejszy jest zespół, a nie indywidualne osiągnięcia. Dla mnie zawsze liczą się trzy punkty. Możemy wygrywać 2:1 czy 3:2 w każdym meczu i nie będę miał nic przeciwko.

Z tego co pamiętam, to pan naukę tego języka rozpoczął zaraz po podpisaniu umowy z klubem, aby być jak najlepiej przygotowanym.

- Tak, tak. Od razu dyrektor z trenerem o to poprosili, żebym miał łatwiejszy start w zespole. Po przyjeździe po 1 lipca klub zapewnił mi nauczycielkę, z którą kiedy tylko mam czas mogę się spotykać, chociaż wiadomo pierwsze miesiące były ciężkie, bo trzeba było różne sprawy administracyjne załatwiać, dla syna przedszkole. Korzystałem z tego jak mogłem. Teraz po Nowym Roku też będę się uczył. Chcę coś załapać i skorzystać, że jestem w Niemczech i nauczyć się języka, bo na pewno to mi się przyda w dalszej perspektywie, jakbym został w tym kraju dłużej.

Dobry kontrakt złapał pan chyba nie tylko z kolegami z zespołu, ale i kibicami.

- Ja się nie zmieniam. Taki byłem we Wrocławiu - uśmiechnięty, komunikatywny i taki jestem w Niemczech. Wszystko jest tak, jak było. Podchodzę do tego tak samo profesjonalnie, jak w Polsce. Stanę do zdjęcia, podpiszę autograf czy chwilę porozmawiam. Uważam, że po to jesteśmy zawodnikami profesjonalnymi, ludzie kupują bilety i chcieliby odrobinę czasu spędzać z nami. Też oczywiście nie prezentuję całego swojego życia prywatnego w Internecie, bo to nie o to chodzi, ale pokazuję, jak profesjonalny piłkarz czasami spędza czas, co je, jak się bawi na Sylwestra, jak spędza święta czy wakacje. Jak wyglądają jego buty, rękawice bramkarskie, bo młodszych kibiców to interesuje, a ja też kiedyś byłem młodszy i miałem swoich idoli. Oddałbym życie za to, żeby wiedzieć w czym bronią, jakie mają buty, jak spędzają święta czy wakacje.

Panie Rafale, czy z wyróżniającym się bramkarzem 2. Bundesligi kontaktował się ktoś ze sztabu reprezentacji czy jeszcze nie?

- Wyróżniającym się to ja nie jestem. Jestem jednym z wielu. Z kadry nikt się ze mną nie kontaktował, może i dobrze, bo bym sobie zaprzątał tym głowę. Ja robię swoje. Tak jak już kiedyś powiedziałem, jak będę robił swoje, to do Niemiec jest krótka droga z Polski i ktoś na pewno przyjedzie zobaczyć tego Rafała Gikiewicza, chociaż moim głównym celem na 2015 rok jest awans z Eintrachtem do Bundesligi i granie w najlepszej obecnie lidze na świecie, bo za taką uważam ligę niemiecką. Jak uda mi się to zrobić, czyli grać na bardzo wysokim poziomie od lutego do końca maja, to na pewno czy trener bramkarzy czy selekcjoner przyjedzie i będzie mnie oglądał. Wyniki jednak pokazują, że trener Adam Nawałka robi dobrą robotę i niech tak robi dalej, bo to jest świetna reklama dla polskich zawodników i na pewno ułatwia mi to funkcjonowanie w szatni razem z Niemcami, bo po wygranej 2:0 bardzo miło się wchodziło do niemieckiej szatni.

Było już panem zainteresowanie odnośnie gry w reprezentacji Polski. Mówiło się o tym zaraz po tym pierwszym meczu w Sewilli.

- Byłem w kadrze trenera Franciszka Smudy na ostatnim zgrupowaniu reprezentacji przed ogłoszeniem kadry na Euro 2012. Potem po meczach Club Brugge i Sevillą się mówiło, że Waldemar Fornalik mnie powoła, chociaż ostatecznie tego nie zrobił. Ciężko pracuję na to i może kiedyś mi się to uda. Tak jak jednak mówię, kadra to jest wyśmienity dodatek i każdy chciałby w niej grać, ale nie każdemu jest to dane. Znam swoje miejsce w szeregu, więc nie będę mówił, że zasługuję na powołanie, bo wszystko leży na boisku i na nim trzeba wszystko udowadniać. Ja już trochę dorosłem, jestem starszy, więc wiem, że trzeba trochę mniej mówić na temat tego, kto zasługuje na powołania, bo od tego jest pan Adam Nawałka. Ja po prostu trenuję i robię swoje na boisku, a wtedy na pewno jakieś profity będę z tego miał.

 

Źródło: Sportowefakty.pl/Artur Długosz

Kategorie: