Dodane przez moderator on May 10, 2015

Robert Enke był świetnym bramkarzem. Przez długi czas niedocenianym, odsuniętym, stłamszonym. Z czasem jednak wyrobił sobie markę, która pozwoliła mu nawet być bramkarzem pierwszej reprezentacji Niemiec. Był na najlepszej drodze by stać się numerem 1 w kadrze. Przeszkodził mu w tym jednak jego największy wróg, depresja.

Życie wypuszczone z rąk, autorstwa Ronalda Renga, to książka od pierwszej do ostatniej strony smutna. I choć to kiepskie słowa, które być może nie musiałyby trafić na początek recenzji, to jednak czuję, że w tym przypadku - powinny. Głównie dlatego, że znając sylwetkę tego bramkarza, od początku do końca wiedziałem jak ta historia się skończy. Co więcej, sam książkowo upamiętniony Enke, rozpisany piórem Renga, od początku nie nastraja czytelnika optymistycznie.

Robert Enke, 10 listopada 2009 roku popełni samobójstwo. Rzucił się pod pędzący pociąg. Zostawił żonę, córkę, przyjaciół i mnóstwo innych ludzi, którzy bardzo go lubili, mimo tego, iż on sam nawet nie był tego świadomy. Enke od lat wczesnej młodości walczył ze stanami depresyjnymi, które z czasem przerodziły się w pełnoprawną, kliniczną depresję. Sport był w tym przypadku zarówno lekiem jak i czynnikiem pogłębiającym złe stany. Nastawiony na bycie najlepszym, Enke każdy błąd czy konieczność siedzenia na ławce, traktował jako totalną degradację i odarcie z godności sportowca. Gdy grał, popełniał niewiele błędów. Gdy jednak się przydarzały, każdy z nich rósł w oczach bramkarza do miana potężnych oznak słabości. Nawet, gdy nie doprowadzały do porażki w meczu, nawet gdy wszyscy inni szybko o nich zapominali, Enke pamiętał i rozmyślał nad nimi przez bardzo długi czas.

Niektórym może wydać się to dziwne, że zawodowy sportowiec, w pracę którego popełnianie błędów i wychodzenie z dołków formy psychicznej jak i fizycznej, jest normą - może tak zadręczać się swoimi potknięciami. Tutaj jednak pojawia się depresja, a więc potężna negatywna siła, która jest w stanie rozmontować człowieka na części pierwsze. I na nic zdają się wtedy pieniądze i światowe kontrakty. Choroba ta zawęża horyzont postrzegania i myślenia, ogranicza go do własnych błędów, poczucia bezsilności i paraliżującego strachu. Specyficzna mentalność i podejście do sportu Roberta Enke, jeszcze te trudne stany pogłębiała. Mimo iż gdy wychodził na boisko, zwyciężał wytrenowany automatyzm zachowań, a także wielki talent, to jednak w głowie zawodnika toczyła się inna, dużo bardziej wyniszczająca walka.

W tym wszystkim warto wspomnieć też, że w życiu prywatnym, poza depresją Roberta, której to wstydził się ujawnić, także nie było mu łatwo. Problemy z regularną grą, szukanie swojego miejsca na ziemi, niedocenienie ze strony trenerów, choroba pierwszej córki - a później także jej śmierć - sprawiły, że Enke musiał mierzyć się z olbrzymimi ładunkami destruktywnych emocji. Aż dziw, że w tym wszystkim olbrzymią siłą wykazywała się żona Enke, Teresa, która często była ostoją wiary w lepszą przyszłość. Robert nie był nigdy sam. Blisko niego był też przyjaciel oraz inni, którzy sympatycznego mężczyznę z Jeny, bardzo lubili i cenili.

Życie wpuszczone z rąk, to przejmująca książka o życiu człowieka, który mimo, iż miał wiele różnych problemów, starał się walczyć ze swoją chorobą. Niestety - chciał z nią walczyć samemu, i najprawdopodobniej dlatego przegrał. Na boisku właściwie nie przejawiał żadnych oznak słabości. A czy mógł zrobić więcej? Czy powinien wybrać inaczej? Nie nam to oceniać. Książkę czyta się bez większych problemów, pod względem warsztatu pisarskiego. Choć sama historia, którą opowiada zostaje w głowie i skłania do zadumy. Tytuł ten wykracza daleko poza piłkę nożną. Właściwie nie ma tutaj kwestii stricte sportowych, nie znajdziemy tu, na przykład, opisów ćwiczeń. Zapisy meczów, w których występował Enke są krótkie, zdawkowe i odnoszą się właściwie tylko do tego w jaki sposób sam zawodnik mógł je postrzegać, głównie przez pryzmat odczuć i emocji. Dla entuzjastów gry na bramce, znajdą się delikatne "smaczki" w postaci chociażby informacji o rękawicach Roberta czy tego, co w danym modelu cenił zawodnik. Są to jednak kwestie marginalne, które stanowią tylko lekką odskocznię od trudnych tematów koncentrujących się dookoła zawodnika.

Oglądając zawodowych zawodników w telewizji czy na stadionie, często są dla nas oni aktorami na scenie. Cały mecz piłkarski jest wydarzeniem, w pewnym sensie scenicznym, w którym liczy się tylko to co "tu i teraz", w okresie pomiędzy pierwszym a ostatnim gwizdkiem sędziego. Niewielu z nas zastanawia się kim są poza boiskiem, aktorzy tego teatru. Książka Ronalda Renga, być może spowoduje, że częściej zaczniemy postrzegać sportowców jako zwykłych ludzi, którzy mierzyć się muszą ze strachem, bólem i presją. A już sam fakt, iż ludzie ci są osobami medialnymi, rozpoznawalnymi, jeszcze bardziej wzmaga w nich wszystkie te emocje.

Warto by Życie wypuszczone z rąk, uwypukliło problem depresji jako choroby, która może dotknąć każdego. Choroby, która tłamsi i odbiera siły nawet ludziom tak doskonale przygotowanym do walki i presji, jak zawodowi sportowcy. Książka ta, to też swoisty "strzał ostrzegawczy", dla tych, którzy sądzą, że sport, praca czy pieniądze są kluczowe w życiu. Przykład Roberta Enke i jego rodziny oraz przyjaciół pokazuje, że są rzeczy ważne i ważniejsze. A także, że z niektórymi problemami nie poradzimy sobie sami. Musimy mieć wsparcie - swoista drużynę. I tylko z tą drużyną możemy wyjść na boisko i rozegrać zwycięski mecz.

 

m.kolodziejczak/bramkarze.pl

Autor: Ronald Reng

Tytuł: Życie wypuszczone z rąk

Wydawnictwo: SQN

Ilość stron: 400

Okładka: miękka

Cena z okładki: 36,90 

Kategorie: