Dodane przez moderator on January 04, 2015
- Trochę inaczej miało to wyglądać. Na treningu nie byłem ani gorszy od Mariusza Pawełka, ani od Jakuba Wrąbla, ale trener zdecydował inaczej. Dalej nie rozumiem decyzji o zesłaniu mnie do rezerw. Pod względem sportowym to był stracony okres - mówi o swojej przygodzie w Śląsku były już golkiper wrocławskiej drużyny, Wojciech Pawłowski.
 
Pawłowski wraz z końcem 2014 roku zakończył swój pobyt we Wrocławiu. Śląsk nie zdecydował się przedłużyć jego wypożyczenia z włoskiego Udinese Calcio.             We wrocławskiej drużynie rozegrał zaledwie trzy spotkania.

Twoja przygoda ze Śląskiem dobiegła końca. Jak oceniasz minione dwanaście miesięcy?

- Nie ma czego oceniać. Nie tak wyobrażałem sobie swój pobyt we Wrocławiu. Troszkę inaczej miało to wyglądać, ale to nie czas i miejsce na rozdrapywanie tego, co powinno zostawać wewnątrz klubu. Po dobrym debiucie można było przypuszczać, że teraz będzie tylko lepiej, ale nie było. Co mogę na to poradzić. Pod względem sportowym to był stracony okres.

Zagrałeś w dwóch pierwszych kolejkach obecnego sezonu. I na tym koniec.

- W klubie zawsze wywiązywałem się z założeń. Na treningu nie byłem ani gorszy od Mariusza Pawełka, ani od Jakuba Wrąbla. Ale trener zdecydował inaczej. Śląsk osiągał zadowalające wyniki i tyle. Śląsk ma dobrą ekipę, ale niektóre sprawy - jak zresztą w każdym klubie - są jeszcze do poprawki.

W pewnym momencie zostałeś nawet zesłany do rezerw.

- Do dzisiaj nie rozumiem tej decyzji. O mojej absencji na meczu rezerw klub wiedział na kilka dobrych dni przed spotkaniem. Powstała nieprawdziwa historia, którą niektóre osoby w klubie i media pociągnęły. Ja sobie nie miałem w tej sprawie nic do zarzucenia, jednak nie chcę do tego wracać. Przeczytałem ostatnio, że zostałem najgorszym transferem klubu w 2014 roku. Ten, kto wyciągnął taki wniosek, nie zna się na piłce.

Najpierw Marian Kelemen, potem Mariusz Pawełek, a nawet i Jakub Wrąbel. Nie uważasz, że ostatnio los się na Ciebie uwziął?

- Nie uważam, żeby los mi nie sprzyjał. 

Patrząc na tę sytuację, to chyba dobrze, że na początku roku ubył Ci inny konkurent w postaci Rafała Gikiewicza, bo twoja sytuacja byłaby jeszcze tragiczniejsza.

- Tego się jednak nie dowiemy. Odejście Rafała Gikiewicza plus inne zapewnienia ze strony władz klubu skłoniły mnie do przyjścia do Wrocławia. Później słowa zostały jednak rzucone na wiatr. A szkoda, bo inne polskie kluby również były mną zainteresowane.

Przychodząc do WKS-u trafiłeś na ostatnie tygodnie pracy Stanislava Levego. Zdążyłeś wyrobić sobie o nim jakieś zdanie?

- Nie wracajmy do tego. Ja z trenerem Levym nie miałem problemów.

Potem przyszedł czas na Tadeusza Pawłowskiego, który całkowicie odmienił drużynę.

- I chwała mu za to. Śląsk wydaje się być w dobrych rękach.

Nie tylko w Śląsku byłeś poza grą. Taka sytuacja towarzyszy ci już od kilku sezonów, a przecież wyjeżdżając do Włoch byłeś uważany za wielki talent, a ostatecznie kończyłeś na ławce rezerwowych lub trybunach.

- Mój czas jeszcze nadejdzie. Spokojnie. Ten rok nie będzie już stracony.

Teraz czeka Cię powrót do Udinese, jednak raczej nie zagrzejesz tam miejsca, ponieważ dobrą pozycję ma tam Orestis Karnezis.

- Nikt nie powiedział jeszcze, że do Udinese mam wrócić. Styczeń będzie kluczowy. Z trenerem jestem umówiony na rozmowę.

Taka sytuacja jest frustrująca dla tak młodego zawodnika jak ty. Tym bardziej, że Polska słynie z dobrych golkiperów, a przecież nie wyjechałeś do Włoch na wycieczkę.

- Na wycieczkę nie, ale grać w piłkę póki co również nie. Liczę, że w styczniu tego roku nastąpi przełom. Pojawiło się już kilka propozycji.

Gdyby przyszła oferta z Ekstraklasy, skorzystałbyś z niej czy nadal wierzysz w powodzenie opcji zagranicznej?

- Z Ekstraklasy już pojawiły się zapytania. Ja sobie daję jednak czas. Z moim agentem pracujemy przede wszystkim nad klubem, który tym razem faktycznie zapewni mi regularną grę.

A jak z Twoim angielskim i włoskim?

- Uczę się. W języku włoskim mógłbym się spokojnie dogadać. Z angielskim jeszcze różnie.

Przysłuchując się opiniom kibiców, twoje rzadkie występy mogą być spowodowane tym, że masz zbyt “gorącą” głowę.

- Ten etap mam już za sobą. Teraz już inaczej patrzę na piłkę i na siebie.

Nie bierzesz pod uwagę zatrudnienia prywatnego psychologa, który pomógłby ci odciążyć stres związany z medialnym parciem?

- Nie uważam, żeby było to konieczne.

 
 
Źródło: wks.pl/Piotr Ramian

Kategorie: